Booking.com

Malindi – nadbrzeżne miasto w Kenii, 120 kilometrów na północ od Mombasy na drodze do Lamu.

Porady praktyczne

Kiedy jechać:
lato w Kenii to pora pomiędzy grudniem a marcem, druga pora sucha i pogodna to miesiące pomiędzy lipcem a październikiem. Miesiące od kwietnia do czerwca oraz listopad i część grudnia to pora deszczowa.
Wizy:
wiza jest wymagana i dostaniemy ją na lotnisku za opłatą.
Gniazdka elektryczne:
gniazdka są identyczne jak w Anglii dlatego potrzebna jest przejściówka, a napięcie 230V.
Karty kredytowe i waluta:
walutą obowiązującą jest szyling kenijski, którym raczej wszędzie trzeba płacić. Dolary amerykańskie i euro są wymieniane w kantorach hotelowych. Kart kredytowych możemy używać w bankomatach, natomiast przy płatnościach, których dokonany tylko w większych sklepach i restauracjach oraz hotelach doliczona zostanie duża prowizja.

Fotorelacja

Kilka linii lotniczych oferuje w promocjach bardzo dobre ceny biletów na trasie Warszawa - Malindi - Warszawa z których warto skorzystać. Nam udało się odwiedzić Kenię jeszcze za spokojniejszych czasów, w chwili obecnej polecałabym tylko wycieczkę zorganizowaną przez renomowane biuro podróży.

Hotel który wybraliśmy to Lawford`s Resort Malindi**** w stylu kolonialno - afrykańskim. Jest to najstarszy hotel i zarazem najpiękniejszy w Malindi. Wyrafinowane i jednocześnie relaksujące otoczenie ogrodów z bujną roślinnością, baobabami, palmami sprawia poczucie naturalności i gościnności.

Natomiast dopiero na miejscu dowiedzieliśmy się, że po grudniowych opadach deszczu, z uwagi na pobliską rzekę wpływającą do oceanu, woda w oceanie jest koloru ceglanego. W związku z czym przy hotelu zostało nam tylko i wyłącznie plażowanie, obsługa oczywiście potwierdzała, że do wody nie ma jakichkolwiek przeciwskazań aby nie wejść, ale nie po to jechało się na drugi koniec świata, żeby nie zanurzyć się z lazurowym oceanie... i jeszcze trzeba nadmienić o słynnych beach-bojsach oczywiście występujących licznie w wersji damskiej i męskiej na całym wybrzeżu Kenijskim. Wygląda to następująco, każdy hotel na cześć swojej prywatnej plaży, natomiast sam pas przybrzeżny jest już państwowy i jeżeli przekroczy się magiczną linię brzegową nagle z wszystkich stron wyłaniają się Kenijczycy podążający w bardzo szybkim tempie w Twoją stronę. A myśli przynajmniej moje były tylko takie: czy zdążę przed nimi, czy mnie dopadną… normalnie maraton.

Radząc sobie z brakiem możliwości zażywania kąpieli w turkusach oceanu, w cztery osoby braliśmy taksówkę którą przedostawaliśmy się w 15minut na inną stronę wybrzeża - do Watamu, gdzie woda była cudowna, krystaliczna, turkusowa. Dodatkową atrakcją były laguny oraz duże ilości krabów przemieszczających się wieczorem po plaży. koszt taksówki w dwie strony 60USD za 4 osoby.

Skorzystaliśmy również z wycieczki na Blue Safari. Samo płynięcie starymi drewnianymi afrykańskimi łodziami napawało nas zachwytem dzikości, a przybrzeżne wioski rybackie i bujna roślinność dawały poczucie oderwania się od rzeczywistości. Do dopłynięciu na turkusowe laguny podziwiać można było przepiękny podwodny świat, natomiast po odpływie na środku oceanu zajadaliśmy się z pysznymi rybami, homarami z grilla.

Ale najważniejszą atrakcją na którą się wybraliśmy do Kenii to oczywiście SAFARI na które wybraliśmy się do parku Tsavo East. Obcowanie w naturalnym środowisku z bardzo dziką zwierzyną to wrażenie nie do opisania. Podczas całodniowej wyprawy najpierw zatrzymaliśmy się przy rzece z aligatorami, a następnie wjechaliśmy już w głąb parku. Ogromne tereny czerwonej ziemi z afrykańską roślinnością oraz wielkie kopce termitów towarzyszyły nam przez cały dzień. Odległości pokonywaliśmy z przewodnikiem w otwartym samochodzie terenowym. Na każdym kroku mogliśmy obcować (oczywiście na odległość) z żyrafami, antylopami, całymi koloniami zebr, słoni, bawołów, co budziło niesamowity respekt przed ich naturalnością. Mieliśmy szczęście również zobaczyć lwa czy lamparta z bardzo bliska. Dosięgnęliśmy również zaszczytu spotkania czwórki z wielkiej piątki (The Big Five of Africa: lew, słoń afrykański, bawół afrykański, nosorożec czarny, lampart) na żywo co uczyniło wyprawę wielkim przeżyciem. Do tego obcowanie z tak niesamowitą naturą, urzekającą dzikimi dźwiękami muzyki otoczenia jest oderwaniem od wszystkiego co nam do tej pory znane.

Na safari kilkudniowym można przenocować w parku w hotelach ***** co stanowi dodatkową atrakcję, przede wszystkim z uwagi na odgłosy dzikich zwierząt dochodzące zarówno w dzień jaki w nocy z pobliża.

W drodze powrotnej proponuję poprosić przewodnika o odwiedzenie wioski Masajów, są to wspomnienia które zostają w nas na zawsze. Możemy przyjrzeć się codziennym życiu Masajów, gdzie największym skarbem mężczyzn są krowy i kozy, do nich też należy opieka nad nimi. Kobiety zaś zajmują się całym gospodarstwem domowym oraz wyplatają z koralików wszelkie ozdoby dla siebie i mężów. Chaty to zlepione gliniane konstrukcje zmieszanego błota z odchodami bydlęcymi. Masaje zachwycą Was swoją gościnnością jak i tańcami plemiennymi.

Należy uważać na ulicach Kenii gdyż najbezpieczniej nie jest, zdarzają się kradzieże i inne rozboje i pod żadnym pozorem nie wychodzić na ulice Kenii samemu.

Pasję podróżowania odkryłam już dawno temu.
—Travelermeg
Booking.com