Booking.com

Na narty do Włoch. Niekończące się kilometry terenów białego puchu wyratrakowane każdego dnia z przeszywającymi promieniami słońca, wylegiwanie się na szczytach gór z rozgrzewającym bombardino w rękach, a do tego przemili włosi. Chyba nie muszę więcej tłumaczyć dlaczego Włochy...

Mam problem tylko ze zdecydowaniem się na dojazd do górskich miejscowości. Samochodem jest jednak dosyć daleko i długo, ale jazdę rekompensują widoki wyłanianych pasm górskich, przejażdżki tunelami oraz mostami przez serpentyny i przełęcze. Samolotem lądujemy w Bergamo i wypożyczonym samochodem lub autobusem przedostajemy się dalej, czyli szybko i sprawnie na miejscu.

Fotorelacja:

W miejscowościach górskich z uwagi na dwuosobową ekipę narciarską rezerwujemy hotele, gdyż apartamenty się nam nie opłacają. Hotele w niektórych okresach do oferty dodają skipass co wychodzi taniej. Dodatkowo możemy korzystać po całym dniu białego szaleństwa ze strefy spa, basenów, jacuzzi i saun. Niezła regeneracja. W Dolomity wybraliśmy się do Selva di Val Gardena z której gondolą wpinaliśmy się na Ciampinoi i Sella Rondę, 40 kilometrów tras narciarskich przez najlepsze kurorty Selva - Canazei - Arabba - Corvara. Natomiast dla urozmaicenia można pojechać na przepiękne widokowe trasy do Santa Christina na Col Raiser z której widać całą sellarondę. Dodatkowo wieczorem do późnej nocy wybraliśmy się na wycieczkę którą oferował hotel, z racami na nogach i lampkach na czapkach pieszą wyprawę z przewodnikiem na szczyt dolomitów. Tam czekała na nas ciepła włoska kolacja w prawdziwej górskiej chacie prowadzonej przez włoską rodzinę. I oczywiście nie zapomniany powrót po skrzypiącym śniegu pod rozgwieżdżonym niebie.

Kolejnym razem wybraliśmy się do Cortiny Di Ampezzo. Typowo włosko górska miejscowość z kawiarenkami, butikami i promenadą. Do tego trasy narciarskie bardzo dobrze przygotowane i zróżnicowane, od niebieskich po czarne olimpijskie. Dodatkowo mieliśmy okazję kibicować w biegach narciarskich. Bardzo krajobrazowa trasa narciarska którą jeździliśmy to Faloria i Tondi połączoną z Son Forca. Również fantastycznie się jeździło Ra Valles, ale bardziej ostra.

Również Madonna di Campiglio w Dolomitach - Trentino jest bardzo ciekawa. Miejscowość ta otoczona jest dookoła pasmem gór i ma dosyć łagodne i szerokie stoki. Trasy Passo Groste i Monte Spinale to raj dla oka i nie wymagają bardzo dużych umiejętności narciarskich. Łagodny i szeroki szlak z nie za dużym nachyleniem za każdym razem sprawiał mi radość z jazdy i napawał zachwytem krajobrazów. Po przeciwległej stronie szczyt Pradalago również z niebieskimi trasami ale już nie tak widokowymi.

Jadąc w Dolomity należy pamiętać, że są położone niżej niż alpy w związku z czym sezon narciarski jest krótszy i kończy się przeważnie z marcem. Także chcąc jeździć w kwietniu lub maju pozostają alpy. I tak pojechaliśmy do każdemu pewnie znanego Livigno. Słońce rozgrzewało nas każdego dnia, a ja stojąc na szczytach miałam wrażenie, że jestem już na końcu świata. Uwielbiam jeździć po krajoznawczej niebieskiej trasie na Mottolino, gdzie chłonę całą przyrodę, a Carosello po przeciwnym stoku (3000 mnpm) traktuję bardziej wyczynowo. W Livigno mniej jest tras zjazdowych niż w dolomitach, ale urzeka mnie jego alpejski urok. Pięknie położone i za każdym razem słoneczne. Wieczorami natomiast bardzo sympatyczne miejsce na zakupy w strefie wolnocłowej.

Pasję podróżowania odkryłam już dawno temu.
—Travelermeg
Booking.com